Drukuj

Na szlaku Wielkich Rodów Rycerskich

Tekst i foto: JOLANTA ADAMCZYK, SUTW

Ponad 50 osób wzięło udział w październikowej wycieczce, której głównym celem było odkrywanie śladów ongiś wielkich rodów rycerskich, takich jak: BORKOWIE, PUTTKAMEROWIE, DEWITZOWIE.

Powyżej herby wymienionych rodów.

Jako, że większość studentów naszego Uniwersytetu nie raz spotykała się w tym gronie, więc atmosfera  była swobodna i przyjacielska. Był to, poza innymi poznawczymi walorami, cudowny sposób na spędzenie jednego z ciepłych dni tegorocznej „złotej jesieni”.

A oto moja opowieść, która w żadnej mierze nie dorówna przekazowi otrzymanemu od Pana Tomka, naszego przewodnika-pilota. Ze swadą i humorem dzielił się on swoją bogatą, wszechstronną wiedzą. Były to wiadomości historyczne, kulturowe, a nawet szereg legend, czy tajników związanych z  nazewnictwem miejscowości, odwiedzanych w trakcie tej wycieczki. Ograniczone z konieczności ramy tej relacji uniemożliwiają dokładne przedstawienie wszystkich atrakcji.

 

 

-     Słuszna była decyzja, aby STARGARDU SZCZECIŃSKIEGO nie objeżdżać obwodnicą, lecz chociaż z okien autokaru zobaczyć opisywane przez przewodnika, co prawda niektóre tylko, stare zabytki leżące na wytyczonym szlaku, noszącym nazwę „Stargard – Klejnot Pomorza”. Objazd zakończyliśmy mijając na obrzeżach miasta największy w kraju „krzyż pokutny”  (wys.3 m.). Ciekawostką jest to, że aktualnie miasto czyni starania, aby pozbyć się w nazwie  przymiotnika „Szczeciński”. Ta rozszerzona nazwa została wprowadzona w okresie powojennym.

-     Program bezpośredniego zwiedzania rozpoczęliśmy w PĘZINIE, gdzie mieści się kompleks gotycko-renesansowego zamku i parku. Co prawda zespół ten stanowi obecnie własność prywatną, ale udostępniono nam zarówno wnętrza (część pomieszczeń jest w trakcie remontu) ze zgromadzonymi tam dość zasobnymi eksponatami, jak i park. W parku podziwialiśmy np. cypryśnik błotny, rzadko spotykany okaz drzewa, a w reprezentacyjnej części zamku uśmiech na twarzach zwiedzających wzbudzała piętrowa toaleta, ogromny luksus jak na ówczesne czasy. Zespół obiektów na przestrzeni wieków  zmieniał właścicieli, jak też swoje funkcje użytkowe, czy formy budowlane. Już w XIV w. Pęzino było przejściowo własnością rodziny Borków, potem we władaniu zakonu joannitów, by pod koniec XV w. powrócić ponownie na okres 200 lat w posiadanie wyżej wymienionego rodu. Następnie, w ramach ożenku, przekazane zostało P.J.Puttkamerowi i dziełem tego rodu była gruntowna przebudowa zamku w XIX w. Po II wojnie światowej zamek został przekazany w użytkowanie miejscowemu PGR. Po roku 1990 był użytkowany tylko częściowo.

Pęzino - Zamek Zamek - klatka schodowa

Następnie odwiedziliśmy Marianowo, miejscowość liczącą ponad 760 lat. Zwiedziliśmy kościół, dawny klasztor cysterek, utworzony w XIII w. W połowie XVI w. po wprowadzeniu reformacji mieściły się tam schroniska dla panien ze szlacheckich rodzin, wśród których przebywała m.in. Sydonia von Borcke. Z postacią tą wiąże się legenda. Jej życie było bardzo burzliwe i tragiczne. Stąd właśnie wywieziono ją na śmierć do Szczecina, przedtem oskarżając o uprawianie czarów i powodowanie przedwczesnego wymierania książąt z dynastii Gryfitów. Historia ta pozostaje tajemnicą i pasjonuje wielu dociekliwych badaczy jej życia. W pobliżu kościoła rośnie wielowiekowy, ogromny dąb noszący imię Sydonia.

Kościół - fragment ołtarza Stacje Drogi Krzyżowej

Na wzmiankę zasługuje znajdująca się w kościele oryginalna w skali kraju Droga Krzyżowa, która powstała w 2009r. Jest to cykl obrazów przedstawiających XV stacji, jako wizję zilustrowaną swobodnie przez poszczególnych artystów malarzy.

-       Niezapomniane wrażenie pozostanie po pobycie w Dobrej Nowogardzkiej. Najpierw zwiedziliśmy znajdujące się w pomieszczeniach Biblioteki Miejskiej lokalne Muzeum Regionalne, obejmujące przedwojenne i powojenne zbiory ekspozycyjne z terenu Dobrej. Zorganizowane zostało ono staraniem pasjonatki, dyrektorki tej biblioteki.

Następnie podeszliśmy na wzgórze, aby zobaczyć ruiny imponującego zamku rodu Dewitzów. Z miejscem tym łączy się kolejna legenda o poszukiwanym w nim ukrytym skarbie. Odkryć go może człowiek posiadający po sześć palców u stóp, tak jak ongiś przed wiekami zdarzyło się to kanclerzowi Jobstowi von Dewitz. Legendę tę ilustruje płyta epitaficzna umieszczona w kościele, w pobliżu ołtarza.

Ruiny zamku Dewitzów Kościół św. Klary Stopa Jobsta von Dewitz

W przepięknym kościele św. Klary spotkała nas niespodzianka ze strony proboszcza ks. Marka. Z ogromną przyjemnością wysłuchaliśmy koncertu organowego specjalnie dla nas zainicjowanego. Żałowaliśmy, że ograniczenia czasowe wycieczki skróciły trwanie tego występu. Dowiedzieliśmy się, że staraniem księdza muzyczne szlify w grze na organach zdobywa obecnie 8 młodych adeptów. Działanie godne uznania.

-      Następnie odwiedziliśmy miejscowość Strzmiele, w której w XIII w. za sprawą Jana Borka powstała warownia, zwana zamkiem; inaczej „Wilcze Gniazdo”. Miejsce to kojarzone jest z tzw. „czarnym rycerzem”, czyli rozbójnikiem Maćkiem, wywodzącym się z rodu Borków. Kolejne zamki budowane w tym miejscu, ulegały zniszczeniu z różnych przyczyn (pożary, działania wojenne itp.).W XVI w. na kopcu po zamku wzniesiono dwór, którego fragmenty zachował dwór wybudowany w XVIII w.; obecnie mieści się nim ekspozytura Archiwum Państwowego w Szczecinie. W miejscu tym w XVI w. urodziła się Sydonia von Borcke.

Pałac w Strzmielach Pomnik raka w Ińsku

Ińsko powitało nas ulewnym, lecz na szczęście przejściowym deszczem, uniemożliwiając niestety zaplanowany spacer promenadą nad jeziorem. Podjechaliśmy jednak do pomnika raka, który pokryty kroplami deszczu na zdjęciu  wygląda interesująco. Z rakiem łączy się kolejna legenda, pochodząca z XIX w. Mówi ona o tym, że ten groźny dla mieszkańców Ińska skorupiak został przez kowala skutecznie przymocowany do dna jeziora. Walory przyrodnicze, w tym rynnowe jezioro Ińskie zaliczane do najczystszych na Pomorzu ( głębokość 42 m)  położenie w centrum Ińskiego Parku Krajobrazowego przyciągają do miasta licznych turystów, a wśród nich także nas.

Nazwa miasta wywodzi się od rzeki Iny, która ma tu swoje źródła. Ińsko liczy wiele wieków, gdyż jako osada wymieniane było już w XIII w. Obecnie zamieszkuje w nim ok. 2 tys. mieszkańców.

-     Pokrzyżowanie spacerowych planów zrekompensowano nam pozaplanowym zwiedzaniem Szadzka. Najpierw przejechaliśmy odcinek krętej i malowniczej drogi z Ińska do Dobrzan, zwanej „ Wstęgą Ińską”, pokonując aż 56 zakrętów. Wokół nas rozprzestrzeniały się jesienne kolory w tonacji zielono – pomarańczowej, co udało mi się uchwycić podczas jazdy na jednym z prezentowanych zdjęć. Warto było odwiedzić Szadzko choćby dlatego, żeby usłyszeć następną legendę związaną z oglądanymi ruinami kościoła i rosnącą obok potężną lipą ( pomnik przyrody)o nazwie Warcisław. Otóż, legenda głosi, że lipa uniemożliwiła diabłu porwanie kościoła opasując go swoimi korzeniami. Doszliśmy także do miejsca, gdzie w XIII-XVII w. stał  zamek obronny, a obecnie pozostały jedynie fragmenty murów i wały na którym niegdyś się wznosił.

Ruiny kościoła i lipa Miejsce dawnego zamku w Szadzku „ Wstęga Ińska”

Podczas przejazdu, na wielu odcinkach drogi, towarzyszyły nam pozostałości linii kolejki wąskotorowej, która kursowała od r. 1895 na trasie Marianowo -    Dobra – Ińsko – Dobrzany. Jaki żal, że jej działalność zakończyła się w 2001 r.

Jesteśmy pewni, że BT „Globtour”, organizator tej wspaniałej wycieczki, zapewniłby nam podziwianie uroków tamtejszego regionu także z okien tego retro-transportu. A więc do zobaczenia na kolejnej wycieczce!